Strona:Pochowany żywcem (1907).djvu/6

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


mienie słoneczne za okratowane gęsto okna, i nigdy nie dochodzi tam śpiew wesołej dziatwy, ani ludzkiej mowy. O tak, Igława jest grobem 900 żyjących ludzi, których stworzył Bóg dla życia miłego, spokojnego i szczęśliwego, sobie na chwałę i bliźnim na pożytek; którzy jednak przez swoje grzechy i drugich i siebie do zguby doprowadzili.
„Mordercy!“ — co za straszliwe słowo! Lecz nim ich ostatecznie osądzimy, przyjrzyjmy się historji, w jaki to sposób dostają się ludzie do fortecy Igławy.
Było to wczesną wiosną, kiedy pewnego dnia otworzyła się ciężka brama fortecy Igławy, którą miał przekroczyć dwudziestopięcioletni młodzieniec, prowadzony pod bagnetami. Przed nim grób żyjących, za nim rozkoszna, uśmiechająca się wiosna. Jeszcze raz obejrzał się — i to ostatni raz! Nigdy on już nie zobaczy zachodzącego słońca, które właśnie w tej chwili oświecało go, chyląc się za wzgórza zarosłe lasami... Bolesne westchnienie wyrwało się z piersi jego, niepohamowane pragnienie wolności rozbudziło się w sercu jego, chciał uciekać, oglądając się na wszystkie strony — ale napróżno! Wepchnięto go siłą za bramę, która się z trzaskiem zawarła. Otworzy ona się dopiero wtedy dla niego, gdy go wyniosą na marach.
Młodzieniec ten był synem zamożnych gospodarzy, i od dzieciństwa pozwalano mu na wszelką swawolę. Ojciec jego zaglądał chętnie do kieliszka, nie bronił też i synkowi, gdy się ten upornie domagał miłego poczęstunku, gdy, jak mniemał, siły się jego przez to wzmocnią. Matka jego kłóciła się z każdym, kto jej donosił, że jej synalek zwierzątka męczy, z kolegami się bije i brzydkiemi słowy ich przezywa. Nieraz nawet chełpiła się z tego, mówiąc do sąsiadek: „Doprawdy, mój chłopiec tak umie przeklinać, jak stary!“ Rodzice chłopca chodzili nawet do kościoła, a ludzie o nich mówili, że są porządni i pracowici — lecz synek instynktownie poznawał, że oni się Boga nie boją i przykazań Jego nie zachowują. Tak rósł więc dalej bez Boga, bez Chrystusa, bez wszelkiego posłu-