Strona:Pl Poezye t. 1 (asnyk).djvu/044

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    Wzrośliśmy także wśród dziwnego świata,
    Co się zapału i uniesień wstydzi,
    Co każdem wzniosłem uczuciem pomiata,
    I wszędzie szuka śmieszności i szydzi;
    Bawi go jeszcze arlekińska szata,
    Lecz ani kocha, ani nienawidzi...
    I to jest nasze największe przekleństwo:
    Otaczające nas dziś społeczeństwo!

    Jego bezduszna, chłodna atmosfera
    Już od kolebki duszę nam otacza;
    Dziewiczą barwę szyderstwem z niej ściera,
    Żadnej świętości marzeń nie przebacza:
    Nic więc dziwnego, że ogień zamiera,
    Że się fantazya krzywi i wypacza;
    Bo tam, gdzie w sercach bezmyślność i bierność,
    Krzewić się może jedna tylko mierność.

    Każda epoka, co ze swego łona
    Wydała pieśni potężnej olbrzyma,
    Nosiła wyższej idei znamiona,
    Pewien wzór piękna mając przed oczyma,
    I sama była miłością natchniona.
    Drżąca jak lutnia, którą śpiewak trzyma:
    I on dla tego wielkim być nie przestał,
    Że miał słuchaczów serca za piedestał.