Strona:Pisma VI (Aleksander Świętochowski).djvu/114

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
SCENA I.
(Pokój Pieleszów w mieszkaniu zajezdnem).
Marek i Krystyna.

Marek (wbiegając z pantofelkami w ręku). Wprzód panna swój cień złapiesz. Nie mam czasu — do trybunału idę.
Krystyna (goniąc za nim). Ale dla czegoś wtedy inaczej śpiewał?
Marek (stawiając trzewiki na stole). Kłamiesz panna, bo ja właśnie tem od wszystkich ludzi się różnię, że nigdy nie śpiewam.
Krystyna. Mówiłeś przecie, że masz coś dla mnie.
Marek (siadając w fotelu). I prawda. Ponieważ jednak to, co ja miałem dla panny, na krócej starczyło niż to, co panna dla mnie, więc dziś proszę za mną nie biegać i pleców mi daremnie westchnieniami nie przypiekać.
Krystyna. A kto obiecywał się ze mną ożenić?
Marek. Pewnie djabeł.