Strona:Pisma VI (Aleksander Świętochowski).djvu/026

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Kriton. Powiem, jeśli mi się wynajmiesz i kupioną odprowadzisz do mojego domu.
Linos. Do twojego domu?... Lepiej ją sam od razu poprowadź do cudzego, który cię niezawodnie na faktora wynajął...
Kriton (hamując gniew). Ostrożnie ze słowami, bo nie ręczę za siebie...
Linos. Tak mówią twoi wierzyciele i dlatego wczoraj żądali, żebym ja za ciebie poręczył... No, próbuj tu szczęścia, wyciśnięta jagodo Bachusa, i ciesz się w złudzeniu, że na uczcie Wenery możesz jeszcze zostać chociaż rodzynkiem. (do Trofosa). Zaraz tu wrócę i dam całą minę więcej, niż to (wskazując na Krotina) trzęsące się białko wyliczy gotowizną (idzie w głąb pałacu).

SCENA II.
Ciż prócz Linosa.

Kriton (wołając za Linosem). Spiesz się do szkoły, żeby ci tam nie wyliczyli gotowizną... Szczygieł! Ojciec mu dał na konopne siemię, a on sobie za to chce kupić samiczkę. Wymieniłby ci ją może papa na dębową witkę!... Ze mną, Trofosie, możesz traktować bezpiecznie. Ile na seryo żądasz za tę niewolnicę?...
Trofos. Powiedziałem.
Kriton. Powiedziałeś... dla odstraszenia młokosa.
Trofos. Wszystkie pieniądze mają jeden odcisk — twoje czy jego.