Strona:Pisma VI (Aleksander Świętochowski).djvu/023

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


mógłbym ją zabić. Kłamie. Nie mojego chowu, ale sama mi mówiła, że przed trzema laty ledwie została matką. Chce się wydać starszą, żeby waszych oczach staniała...
Kriton. Tam do licha! Niedługo przepiórki zaczną na talerzu objawiać swoje gusty i wybierać żołądki, które je strawić mają.
Linos. Nie gań jej, bo widocznie chce oszczędzić kieszeń swego przyszłego pana, ażeby później miał jej czem opłacić tajemnicę ukrytej młodości...
Plutoforos. Sześć za każde...
Trofos. Nie z moich...
Plutoforos (oglądając ręce niewolników). Chyba przypuszczasz, że twoi niewolnicy mają bursztynowe szkielety.
Trofos. Przypuszczam, że najstarszy twój syn nie naciągnąłby u łuku cięciwy z ich żył zrobionej.
Linos (do Trofosa). Dla tego samego nie powinienbyś się drożyć z tą (wskazuje na Melitę) wątłą trzcinką, bo w siatkę z jej żyłek nawet trzmiel by się nie złapał.
Trofos. Za to złapią się wraz z tobą wszystkie ateńskie motyle, jeżeli ona tylko was osnuć zechce.
Linos. Tak wymownie umiesz, Trofosie, zachwalać swój towar, że doprawdy jestem ciekawy usłyszeć, co wymyśliłeś na obronę tego kulasa?...
Trofos. Kulasem został, walcząc za swą ziemię, w której był, jak ty, wolnym; kup go sobie, to cię nauczy, co masz robić, gdy staniesz w szeregu.