Strona:Pisma VII (Aleksander Świętochowski).djvu/151

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


praw, a podlega najliczniejszym. Nie ukarzą cię, gdy zjesz grzyb trujący, gdy wyłupisz sobie oko lub odetniesz palec, nie ukarzą cię nawet, gdy kogoś w walce skaleczysz lub w złości skrzywdzisz, ale ukarzą cię, gdy kogoś ukochasz. Otóż i ja jestem zbrodniarzem.
Idal. Zapewne wybrałeś sobie dzieweczkę z Mirów.
Arjos. Co ty bredzisz? Ja jej wcale nie wybierałem. Przed wiekami bóg, który, stwarzając człowieka, przykazał, ażeby słońce ogrzewało ziemię, ryby pływały w wodzie, zwierzęta wychodziły z łona matek, a ptaki z jaj, przeznaczył również dla mnie Orlę. Przyprowadził mnie do niej wysłany przez niego duch i powiedział: ta twoja. Czy mogłem mu odrzec: nie chcę jej — kiedy serce powtarza mi odtąd ciągle: ta twoja? Nikt nie zrozumie, jak ona jest moja! Nie pomaga ten otwór w namiocie — duszę się. Gdyby wszystko powietrze przestrzeni wparło mi się w pierś, nie mógłbym już swobodnie odetchnąć, bo tylko ona jest mojem powietrzem. Ach, ile ja cierpię! Jak po zachodzie słońca jadowite płazy wysuwają się ze swych nor, tak z kryjówek duszy mojej wyłażą kąsające bóle, gdy od niej się oddalę. Zdaje mi się teraz, że wszystkie upiory zleciały się tu i wydarły mi serce, podają je sobie z rąk do rąk, odrywają z niego zębami kawałki, a ono w ich paszczach po każdem odgryzieniu przyrasta i staje się coraz większem. Zamknij namiot, Idalu, bo jej nie widzę. Gdy zostanę sam i zapuszczę powieki, z początku w czarnej przestrzeni migają mi