Strona:Pisma VII (Aleksander Świętochowski).djvu/150

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


są moje, zapewne jakiś inny Arjos je dla was ze swego serca wydobył.
Idal. Podobno wyparłeś się naszego rodu i boga, a teraz wypierasz się nawet pieśni własnych!
Arjos. A więc przyznam się do tych dzieci duszy mojej, bo widzę, że je lubisz, tylko ich ojca nienawidzisz.
Idal. Tego nie powiedziałem. Przeciwnie, żal mi cię Arjosie. Kiedy lud śpiewał twoją pieśń, a ty siedziałeś tu uwięziony, jak złoczyńca, śliny na łzy mi się zamieniły. Ale ty będziesz wkróte[1] wolny.
Arjos. Nie.
Idal. Czy rzeczywiście bardzo przewiniłeś?
Arjos. O tak.
Idal. Cóżeś zrobił?
Arjos. Kocham.
Idal. Kogo?
Arjos. Wszystko jedno — kocham.
Idal. Alboż to grzech?
Arjos. Jeden z największych — jeżeli ci nie pozwoli arcykapłan, ojciec, matka, brat, ród, wół, koń, baran, pies — wszystko, co cię otacza. Rzeknij: nienawidzę — nikt cię nie zapyta, kogo i za co. Ale rzeknij: kocham — natychmiast zgromadzą się koło twego serca, zaczną w niem grzebać, badać, oglądać i albo wszyscy, albo chociaż jeden oświadczy, że na twoją miłość się nie zgadza. Serce ludzkie nie pyta nikogo o radę, a każdy mu ją daje, ono nie słucha żadnych

  1. Przypis własny Wikiźródeł błąd w druku — wkrótce