Strona:Pisma VII (Aleksander Świętochowski).djvu/145

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


unikną. Bóg przeznaczył nam siedzibę na miejscu Mirów — więc oni tam są zbyteczni.
Zebor. O ile tylko siły nam starczą, ulżymy ziemi.
Moron. Nikogo nie oszczędzajcie. Ale są w tem przeklętem plemieniu tacy, którzy noc dzisiejszą przeżyć mogą i tacy, którzy koniecznie umrzeć powinni. Ciężki grzech i obrazę boską sprowadziła na nasz ród siostra Tylona, która Arjosa oprzędła szatańskim urokiem. Ta musi zginąć nieodzownie — i to z twojej ręki, Zeborze. Nie włóż miecza do pochwy, nie zejdź z pola bitwy, dopóki ona na niem nie legnie. Gdy wrócisz, zapytam cię naprzód, czy Orlę zabiłeś — wtedy przyznam, żeś nietylko zwyciężył Mirów, ale uradował boga.
Zebor. Zrobię to bez trudu. Chociażby w tej dziewczynie przyczaił się djabeł, wypędzę go wraz z jej duszą.
Moron. Może bóg wtedy w Arjosie przemienienia dokona. Nigdy zuchwałość ludzka nie wypluła tyle bluźnierstw i złorzeczeń, ile on przez nią opętany. A tak był przedtem bogobojny i dobry! Ta dziewczyna więcej nam sprawiła złego, niż pustynia, niż susza, niż głód. Jeżeli ona żyć będzie, Arjos natychmiast umrzeć musi, ażeby nas swoją miłością do niej nie obrzydzał bogu.
Zebor. Mirowie nie sfruną nam z ziemi, zanim do nich dobiegniemy. A tę szkodliwą kraskę sam udu-