Strona:Pisma VII (Aleksander Świętochowski).djvu/117

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Gotar. Doborze, wyjrzyj przez drzwi swoje na rzekę i zobacz, czy Arjos jest sam.
Dobor stanął na progu, spojrzał i rzekł.
Dobor. Sam siedzi w czółnie. Tylon pędzi do niego, jak sokół do gołębia... Już jest na brzegu, odpiął łódź i płynie do Arjosa... Rozmawiają z sobą spokojnie... skierowali statki ku naszej stronie... dobili do lądu... wysiedli... idą...
Głosy. — Czy Arjos jest zuchwały, czy niewinny?
— Tylon go tu sprowadza?
Dobor. Na przeciwległy brzeg wysypała się gromada Moronów, którzy dają jakieś znaki i krzyczą. Tylon i Arjos już się zbliżają.
Gotar. Czy mamy tu wpuścić Arjosa?
Głosy. Nie.
Gotar. W tym domu przyjmowaliśmy obcych posłów, więc i jemu nie powinniśmy wzbraniać wstępu, jeśli przybywa z zamiarem godziwym.
Wszedł Tylon.
Tylon. Arjos rzeczywiście złowił dużą rybę, której połowę chciał nam oddać. Gdy odmówiłem podziału zdobyczy z wrogiem i gdy mu powiedziałem, jak nieuczciwie nadużył mojego zaufania, odrzekł: Nieprawda, zatruto ci serce dla mnie. Pójdę z tobą i stanę przed moimi oskarżycielami: niech Mirowie ukarzą zdrajcę i zatrzymają u siebie wodza Moronów. Stoi tu przed domem; czy chcecie go słuchać i sądzić?