Strona:Pisma I (Aleksander Świętochowski).djvu/192

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Jest oś! — rzekł tryumfująco.
Zanim wieśniak, trzymający w ręce nasze ruble, zdołał przemówić, myśmy już siedzieli na bryczce i ruszyli do stacyi.
— Tak, nieszczęście jest wielkością człowieka na ziemi — rzekł Józef w zamyśleniu.
Obejrzałem się.
Wieśniak stał ciągle z odkrytą głową, wreszcie podniósł czapkę i coś zawołał.
Turkot bryczki jednak nie pozwolił nam jego głosu dosłyszeć.
Nazajutrz poszedłem do uniwersytetu. Pierwsza prelekcya już się rozpoczęła. Gdym wchodził do auditorium, usłyszałem jak profesor ekonomii politycznej wymawiał zdanie: »Prosty wieśniak jest dla tego od nas szczęśliwszy, że mając mniejsze potrzeby, doznaje mniejszych cierpień...«
W tej chwili Józio spojrzał na mnie i uśmiechnął się smutnie.