Strona:Pisma Henryka Sienkiewicza (ed. Tyg. Illustr.) vol. 81.djvu/228

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—  224  —
PANKRACY.

Nędzne twe ręce, jak u ducha, bez kości i mięsa, jak woda, przejrzyste, jak szkło, przejrzyste, jak powietrze. Widzę wciąż!

LEONARD.

Oprzyj się na mnie.

PANKRACY.

Daj mi choć odrobinę ciemności…

LEONARD.

O mistrzu mój!

PANKRACY.

Ciemności, ciemności!!

LEONARD.

Hej, obywatele, hej! bracia demokraty, na pomoc. Hej! ratunku — pomocy — ratunku!

PANKRACY.

Galilee, vicisti...

(Umiera).

Komu fantastyczny nastrój poematu zostawił choć najmniejszą wątpliwość co do jego tendencyi, co do myśli, temu prelegent układem całości pomógł do zrozumienia jej w całej pełni. Te dwa światy walczące ze sobą walczyły tylko w imię nienawiści, która nie tworzy. Duch poety wyższy nad stronnictwa i partye unosi się ponad obozami i mówi nam, że nie o to dbać trzeba, by stare zbrodnie w nowe obłóczyć szaty, bo tworzy tylko miłość jedna, której widomym symbolem było zjawisko owo, widziane przez Pankracego. Do wyrównania wiekowych przepaści trzeba do-