Strona:Pisma Henryka Sienkiewicza (ed. Tyg. Illustr.) vol. 81.djvu/225

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—  221  —

i muskuły, a od skroni broda czarna wieńcem twarz opasuje — nigdy krwi, ni zmiennej barwy w licach. Oczy niewzruszone, wlepione w słuchaczy, chwili jednej wzruszenia, pomieszania nie dojrzeć; a kiedy ramię wzniesie, wyciągnie, wytęży ponad nimi, schylają głowy, zda się, że wnet uklękną przed tem błogosławieństwem wielkiego rozumu — nie serca — precz z sercem, z przesądami etc.“
Tak opisuje go Krasiński.
Profesor Tarnowski, przekładając język poety na prozę, widzi w Pankracym uosobienie logiki, która niema litości. Zgniecie ona jęczących, nie otrze łzy, bo to sfera inna. Logika może być tylko logiczną, nie zaś miłosierną, dobrą, cnotliwą, lub kochającą. Logika — to konieczność, to bieg rzeczy i wypadków. Panowanie siły, zguba słabych — to także logika. Brak pocieszenia, ratunku, otuchy — to także logika — uosobienia w Pankracym. On stoi na czele, bo tak być musi. Poza nim w tym drugim obozie tłuszcze: przechrzty nieszczerzy, lokaje, pucybuty, nierządnice, mord i orgia. Niema myśli, są tylko instynkty; niema pragnień, są tylko apetyty; niema życia — tylko chęć użycia. W ogromnych i strasznych zarysach przedstawia się nam ten drugi obóz...
Noc, orgia! a wśród ciemności, dogasających ruin słychać wrzaski ochrypłych głosów. „Bracia moi podli, bracia moi mściwi“ — woła głos jeden. „Obywatele schyleni nad prawidłem w pocie i poniżeniu, glancując buty,