Strona:Pisma Henryka Sienkiewicza (ed. Tyg. Illustr.) vol. 81.djvu/223

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—  219  —

życiowa Henryka jest jego przekleństwem, bo z niej płyną i jego zbrodnie. Oto w części I-szej poematu czuwa jeszcze nad nim anioł-stróż. Z ust jego płyną słowa:
„...Pokój ludziom dobrej woli. Błogosławiony pośród stworzeń, kto ma serce — on jeszcze zbawion być może. Żono dobra i skromna, zjaw się dla niego — i dziecię niechaj się narodzi w domu waszym“.
Następuje ślub, wesele. Ona jest mu piękna w osłabieniu swojem, w kwiatach, perłach i wstydzie. Ona mu będzie pieśnią. To fantazya mówi nie serce... Potem, gdy przyjdzie życie codzienne, bez fantastycznych przyborów z pereł, kwiatów i osłabień — on ją porzuci. Żona „dobra“ oddała mu duszę całą, mogła nasycić serce, potrzebę szczęścia, ale nie nasyciła fantazyi — więc oto kona w szpitalu obłąkanych. Wyprosiła tylko przed śmiercią u Boga, by jej syn był poetą, bo ojciec inaczej kochać go nie będzie. Syn jest poetą — i właśnie dlatego widomem przekleństwem dla ojca. Dziecię, gdy mówi pacierz, fantazyuje. Dziecię to żyć nie będzie, bo jest poetą, cieniem, aniołem, ale nie człowiekiem. Ten ojciec pozostanie bezdzietnym — i chyba dramat będzie mógł układać ze śmierci żony i syna. Kara i potępienie zawieszone nad nim. Syn jest karą dla wyjałowionej duszy przez fantazyę. Taki to człowiek stanie się w obozie arystokratycznym wodzem walki na śmierć i życie. Dlaczego on?