Strona:Pisma Henryka Sienkiewicza (ed. Tyg. Illustr.) vol. 81.djvu/068

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—  64  —

oszczędności w fabryce, to jest zniżał płacę. Napróżno uczciwy pastor Böhme upominał niemiłosiernego starca.
Ludzie pracowali do północka. Najzdolniejszy robotnik, dusza całej fabryki, Gosławski, z wysilenia przy pracy padł ofiarą strasznego wypadku. Maszyna urwała mu rękę, wskutek czego umarł. Obrazowość autora przy opisaniu podobnych zdarzeń dochodzi do maksymum. Oto północ już wybiła, w wielkiej sali fabrycznej płoną okna. Fabryka grzmi, huczy, zgrzyta, wszystkie maszyny rozpędzone wyglądają przy blasku gazu jak jakie potwory piekielne. Największą tokarnię obsługuje Gosławski; miał on tyle dziś zajęcia, że jest zmęczony, senny, osłabły. Trapi go gorączka, strugi potu oblewają mu ciało.
„Chwilami, skutkiem zmęczenia, doświadcza sennych halucynacyi i zdaje mu się, że jest gdzieindziej, niż w warsztacie. Wnet jednak otrząsa się, zasmolonemi rękoma przeciera oczy i z trwogą spogląda, czy nóż nie za wiele zebrał z walca.
— Oto spać się chce! — rzekł do niego sąsiad.
— Prawda — odparł Gosławski, siadając na stołku.
— Chyba tak z gorąca — zauważył sąsiad. Maszyna ogromnie rozpalona, kowale robią przy obu ogniskach. Zresztą już późno.