Strona:Pisma Henryka Sienkiewicza (1883) t. 5.pdf/255

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    — A co? — rzecze Wojtek.
    — To złe, nie żołnierz. Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu.
    — Spojrzyj ino, jakie on ma zębiska.
    — A niech go wciornaści! ja tam nie będę na niego patrzył.
    Bartek umilkł, po chwili jednak spytał:
    — Wojtek!
    — Czego?
    — A żeby takiego przeżegnać, czyby nie pomogło?
    — Pogany na świętą wiarę nie mają wyrozumienia.
    Dano znak do siadania. Po chwili pociąg ruszył. Gdy ściemniło się, Bartek widział ciągle przed sobą czarną twarz turkosa i straszne białka jego oczu. Z uczuć, które w téj chwili ożywiały tego pognębińskiego wojownika, nie wiele możnaby wywróżyć o jego przyszłych czynach.