Strona:Pisarze polscy.djvu/103

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Język jego nabiera tu nieraz wspaniałej rozlewności hymnu, nabrzmiewa tysiącem odgłosów, pełnieje, rozszerza się. Posiada wtedy jakąś własną harmonię, podobną harmonii głosów przyrody, które nie powtarzają się jak melodya, lecz zlewają się i zestrajają w ciągle zmienne przepływające akordy. W tem religijnem pojęciu miłości znika zupełnie cała gra namiętności, różnobarwna tkanka radości i zawodów, przelotnego szczęścia i równie przelotnej boleści. Rozkosz przedzierzga się w potężny krzyk wszystko ogarniającej siły i potęgi, ból i męczarnia zawodu okrywa kirem nietylko własne krwawiące serce, ale świat cały, i grobowe wizye szatańskiego sabatu otwiera. Woła śmierci, aby nie tylko nad nim, lecz nad wszystkiem, co żyje i żyjąc cierpi, dokonała dzieła wszechzniszczenia. Jeśli zawód miłości jest naruszeniem odwiecznych praw bytu, pogwałceniem sił, które światy wiążą ze sobą, to jakież zniszczenie może dostatecznie spopielić ślady i ofiary tej zbrodni?! W tych wykrzykach bezpośredniego bólu osięga Kasprowicz apogeum swej poetyckiej mocy; tu wszystkie cechy jego twórczości współdziałają, aby podnieść nastrój całości: cierpienie, wyłamujące się z granic jednostki i rozlewające się naokół nie dziwi lecz przeraża, chropowatość mowy przestaje drażnić, a obrazy, jakby z granitu ciosane, przytłaczają ogromem swych kształtów. Zda się, jakgdyby z natury tak silnej, potężnej, a przez to właśnie mniej wrażliwej i czułej, dopiero wielkie okrutne cierpienie wyrwać mogło głęboki, silny i niepowstrzymany niczem głos. I stąd wszystkie inne utwory Kaspro-