Strona:Pisarze polscy.djvu/073

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
i spojrzeć na nią, i przejrzeć ją do dna, i znaleźć i powiedzieć słowa, które ją zdławią, które tłumy wstrząsną i porwą, na światło i radość wydźwigną! Ale słów takich niema. Rzucano ich kilka pośród wieków, a niedola drgnęła tylko przez chwilę i ciężko napowrót legła. I dziś, jak przed tysiącami lat, najlepsze z tych słów, jedyne jest nieme: Łza. Ale gdyby słowa takie istniały nawet, niema ich w nas. A gdyby nawet były, nie ma dla nas ludu. Więc znowu życie codzienne, smutne życie za treść; a za słuchaczów — salony?

Kto powiada, że życie jest złe, temu zarówno łatwo jest żyć, jak i umrzeć. Pessymizm prawdziwy, filozoficzny, nie liryczny, otwiera wrota jednakowo ku życiu i ku śmierci. Schopenhauer zmarł w późnej starości, syt sławy, zaszczytów i — rozkoszy; któryś z uczniów jego, nie doszedłszy trzydziestki, kulę w mózg sobie wsadził. Kto pragnie zginąć, a jest pessymistą, ten odrazu jest w zgodzie ze swą wiarą; kto woli żyć, ma aż dwie drogi przed sobą: albo przyzwala na złość świata i w miarę sił od niej się chroni, lub też poprawia świat, skoro jest zły. Jest to sprawa temperamentu. Jakbądź jest, pessymizm nie zatruwa życia.
Ale kto wierzy i czuje, że życie jest smutne, ten ma ciężar na swych barkach, od którego niema ucieczki. Niepodobna działać, niepodobna tworzyć z tem przeświadczeniem, że smutek jest pierwszem i ostatniem wrażeniem, które świat nam gotuje. Smutek — podobno chwilowa niedokrewność mózgu — jest to kurara duszy. Nie poraża samowiedzy —