Strona:Pilot św. Teresy.djvu/079

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


w żywność, nie mają nic do roboty i całemi dniami wałkonią się w chałupie, popijając obrzydliwe piwo własnej roboty; plotkują, kłócą się, dowcipkują i czekają na jedzenie, koło którego przez cały dzień krzątają się ich kobiety, piekące dziczyznę na ogniach, rozpalonych w chacie na paleniskach z ziemi. Dym, gryzący w oczy — chata jest oczywiście kurna — zaduch, odór przypalającego się mięsa, fetor nieczystości, przez otwory w podłodze wylewanych wprost pod dom, wszystko to, połączone z upałem, wytwarza atmosferę niemożliwą, zwłaszcza, że okien niema, a powietrze dostaje się tylko przez boczne wejścia.
Papuasi są wzrostem wyżsi od Malajów, nie tacy przysadziści, lecz smukli i dobrze, zgrabnie zbudowani, popielato-czarniawą barwą skóry zbliżeni do murzynów, jednakże z niezaprzeczoną domieszką krwi mongolskiej. Trafiają się między nimi twarze o rysach regularnych i oryginalnie pięknych.
Strój Papuasów, tak mężczyzn jak i kobiet, jest bardzo kusy, bo stanowi go tylko króciutka zapaska, przeważnie mocno brudna. Główną ozdobą Papuasa jest jego czupryna, a raczej sposób uczesania. Papuasi mają włosy bardzo bujne, gęste, czarne, a twarde jak drut. Naj-