Strona:Pilot św. Teresy.djvu/059

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Obroniony przed Niemcami Paryż poddał się dobrowolnie Anglikom i Amerykanom, a raczej ich pieniądzom. Cokolwiek w tym celu robiono, było dobre i nie wywoływało nagany. Nie potępiano dziesiątków tysięcy młodych dziewcząt, które dla zdobycia pieniędzy masami oddawały się rozpuście z obcymi żołnierzami. Wszędzie rozbrzmiewał język angielski, teatry paryskie przygotowywały specjalne sztuki i rewje dla Amerykanów, wprowadzano na scenę język angielski, a nawet lada kramarz starał się mówić po angielsku.
Niedość na tem. Atmosferę Paryża starano się uczynić jaknajlekkomyślniejszą, jaknajbardziej beztroską, jakgdyby wojny i jej niezliczonych ofiar wcale nie było, byle tylko cudzoziemcy mogli się bawić jaknajweselej. Nie było w tem nic z godności ani powagi, na jaką powinien się był zdobyć naród, który tak wiele wycierpiał.
A oprócz tego zaczęło się bolesne handlowanie krwią poległych i zwycięzców — zaczęły się rokowania pokojowe. Na zimno obliczano, co za tę krew można dostać, czego należy żądać, i targowano się.
Zrażony tem wszystkiem Bourjade udał się na pielgrzymkę do Lisieux. Jechał poważny,