Strona:Pilot św. Teresy.djvu/058

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


pijanemu awantury. Porządków na ulicach pilnowała prócz policji francuskiej wojskowa policja amerykańska.
Słowem wolno było powiedzieć, że miasto prawie zupełnie było w rękach cudzoziemców, obficie zaopatrzonych w pieniądze, mogących sobie na wszystko pozwolić i bawiących się wesoło.
Natomiast ludność francuska, która przecie najwięcej wycierpiała i najwięcej ofiar poniosła, żyła w niedostatku, odmawiając sobie wszystkiego, we własnym domu lekceważona. Cudzoziemcy, dyplomaci, ich służba, żołnierze, oficerowie, dostawcy i wszystko to, co czasu wojny zwykle za wojskiem się wlecze, cała zgraja różnego rodzaju spekulantów, żerujących na tragedji narodów, to wszystko okupowało Paryż tak, że Francuz, ten Francuz, który oń najofiarniej walczył, nie mógł w nim dla siebie znaleźć miejsca.
Wobec powszechnego rozwydrzenia, panującego wówczas w Paryżu, wobec zepsucia, jawnie szalejącego po ulicach, wobec panoszącego się bezwstydnie handlarstwa, korzystającego z najmniejszej sposobności wydarcia paru dolarów czy funtów szterlingów, nawet zwycięstwo utraciło całe dostojeństwo.