Strona:Pilot św. Teresy.djvu/029

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


który daje się łatwo zasunąć firanką od łóżeczka, i tam myślę. — Ale o czem myślisz? — mówi, śmiejąc się, ta dobra zakonnica. — Myślę o Bogu, o krótkiem trwaniu życia, o wieczności; słowem, myślę. — Odpowiedź moja nie poszła w zapomnienie, i później moja mistrzyni lubiła mi przypominać czas, kiedy rozmyślałam, pytając, czy jeszcze myślę. — Dziś rozumiem, że była to prawdziwa modlitwa myślna, podczas której mistrz Boski mnie pouczał.”
A cóż dopiero, gdy Bourjade przeczytał te słowa:
„Pragnęłabym oświecać dusze, jak to czynili prorocy i Doktorzy Kościoła; pragnęłabym przebiegać ziemię całą, głosić chwałę Twego Imienia i pośród ciemnych pogan zatykać święte znamię krzyża. Ale jedno posłannictwo mi nie wystarcza. Chciałabym, o Umiłowany duszy mojej, opowiadać Ewangelję równocześnie we wszystkich częściach ziemi, aż do najdalszych jej krańców. Chciałabym być misjonarzem nietylko przez lat kilka, ale od samego początku świata i aż do ostatniej, chwili jego istnienia.”
A dalej ten namiętny okrzyk:
„Dusz, o Panie, dusz nam potrzeba, a przedewszystkiem dusz apostołów i męczenników,