Strona:Pilot św. Teresy.djvu/024

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


rząc je siłą wzlotu uskrzydlonego ducha. Ale to jeszcze nie znaczy, ażeby Bourjade z tego powodu nie mógł mieć serdecznego uśmiechu dla par w oberży przy niedzieli roztańczonych, dla wiejskiej muzyki, dla starszych ludzi, którzy wróciwszy z nieszporów, rozchichotali się pod biało-różowo kwitnącą jabłonią, a choćby nawet dla wątłych, siwych kwiatuszków wyki, osłaniających niedbałe płoty sadów cienistych.
Gdybyśmy się ofiarowywali, nic nie kochając, to cóżbyśmy dawali?
Zatem ten młody święty, tem świętszy, iż o własnej świętości nie wiedział, współczuł ze wszystkimi, wszystkich rozumiał i kochał, ale przyjacielskiego serca nie miał, ponieważ jego stanu duchowego nikt nie znał, nikt nie rozumiał, nikt duszą przy nim nie stał. Skutkiem tego ten tak bardzo kochający człowiek był samotny.
Samotność jest szkołą wielkich dusz.
I samotność jest poto, aby odeszli wszyscy niepotrzebni, aby człowiek wszedł na swoją właściwą drogę i aby dążył w ciemnościach zalękniony, sam, tylko z wiarą, aż tam, gdzie niespodziewanie znajdzie dla siebie wskazówkę i znak.