Strona:Pamiętniki lekarzy (1939).djvu/84

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dził więc po świadectwa mąż zbity przez żonę na kwaśne jabłko, lub też vice versa.
Opatrywałam te różne uszkodzenia ciała na koszt Kasy Chorych, ale zastanawiałam się jednak, czy tak być powinno. Chyba bowiem nie można tego rodzaju schorzeń podciągnąć pod kategorię urazowych wypadków przy pracy. Ale aby dociec, co, kiedy i jak było, należało być prawnikiem. Ja nie miałam możności zastanawiać się zbyt długo nad klasyfikowaniem prawnym tych wypadków.


∗             ∗

Samobójstwo oglądałam tylko jedno w tym okresie czasu i to w następujących okolicznościach.
Przyszła do mnie jakaś kobieta, uskarżając się na bezsenność. Na tego rodzaju skargi lekarz może reagować tylko „na wiarę“. Nie mogę przecież zbadać, czy moja chora sypia po nocach, czy nie, o ile nie znajduje się pod specjalną obserwacją.
W tym wypadku chora wydawała mi się bardzo spokojna i wyczerpana, jakby rzeczywiście brakiem snu. Zapisałam jej więc rurkę znanych lekkodziałających nasennie tabletek. Ku swemu przerażeniu na drugi dzień usłyszałam od pewnej kobiety.
— Wiśniewska jak poszła spać wczoraj o czwartej po południu to do dziś, do godziny pierwszej nie obudziła się jeszcze.
Pacjentka mieszkała we wsi Garaszewo, oddalonej o cztery kilometry od Starołęki. Udało mi się wynająć szybko jakieś konie i pojechałam chorą obejrzeć. Spała bardzo głęboko. Źrenice miała wąskie, tętno zwolnione. Obok łóżka leżała pusta rurka po środku nasennym. Chora zjadła wszystkie tabletki od razu.
Przeliczyłam szybko dawki i z ulgą stwierdziłam, że choćby wszystkie na raz użyte nie stanowiły śmiertelnej dozy. Lecz trzeba było chorą cucić, gdyż bałam się również powikłań ze strony nerek. Zastosowawszy leki nasercowe, odesłałam kobietę do Poznania, do szpitala. Po tygodniu wróciła zdrowa. Gdy zapytałam ją o powód zażycia wszystkich środków na raz, nie chciała mi dać konkretnej odpowiedzi. Podejrzewałam ją o zaburzenia natury umysłowej i o to, że powtarzając swoje zamachy samobójcze w przyszłości, znajdzie skuteczniejszy środek, aniżeli lekarstwo zapisane przez lekarza. Samobójczyni jednak nie zgłaszała się już do mnie więcej i więcej o niej już nie słyszałam.


Pijaństwo na wsi.

We wsiach, do których dojeżdżałam, spotykałam stosunkowo bardzo mało pijanych. Być może, że ludzie nie mieli się za co upijać, gdyż wśród robotników rolnych, których leczyłam, panowała tak wielka nędza, o pieniądzach na kupienie wódki nie było mowy.