Strona:Pamiętniki lekarzy (1939).djvu/679

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


pełnienia karty statystycznej z należytą powagą. Każda „pisanina“, gdy jej przyświeca jakiś słuszny cel, nie będzie utrudniać naszej pracy.


∗             ∗

Powtarzam: wiele zmieniło się na lepsze. Na tle zatargów receptowych, jakie miałem na Woli, dzisiejsze stosunki mogą imponować. Nie miałem wypadku, by mi Naczelny Lekarz odmówił zaakceptowania recepty na środek nie objęty lekospisem. Uciekam się do zapisywania jakichś wyszukanych leków bardzo rzadko, w wypadkach koniecznej potrzeby, uzasadniam to w karcie służbowej z załączoną receptą — ale wiem zawsze, że moje przesłanki nie będą lekceważone, ale fachowo i bezstronnie ocenione. W tych warunkach walka z zakorzenionym wśród ubezpieczonych przesądem, że Ubezpieczalnia daje gorsze lekarstwa, jest łatwa i nie pomijam żadnej okazji, by pacjentom na przykładach wyjaśnić, że padl ofiarą nieuczciwej plotki lub nieznajomości istotnego stanu rzeczy. Spotykam się jednak jeszcze dość często z tą wersją, podsycaną, jak kilkakrotnie już stwierdziłem przez lekarzy nie tyle wolnopraktykujących, ile „urzędujących“ po drobnych lecznicach.


∗             ∗

Zmieniła się na lepsze sprawa walki z gruźlicą. Leczenie gruźlicy płucnej zostało wydzielone i powierzone poradniom. Tych wyczekiwań wielomiesięcznych, jakie miały miejsce przed 8—9 laty, dziś nie ma już zupełnie. Z mojego rejonu, a więc z małego odcinka miasta w ciągu kilku miesięcy wyjechało do uzdrowisk 16 osób — drugie tyle, jak mogłem zauważyć korzystało z uzdrowisk w roku przeszłym. Nikt z nich po zaopiniowaniu komisji nie czekał na wysłanie dłużej niż miesiąc. Jest to oczywiście ogromny krok naprzód.


∗             ∗

Nie zmienili się jedynie ubezpieczeni — a raczej ich stosunek do instytucji, jeśli ulega pewnej metamorfozie, to idzie to ogromnie powoli i opornie. Stale przechodzą do porządku dziennego nad świadczeniami, jakie otrzymują. Nie umieją czy nie chcą zauważyć zmian na lepsze, nie zastanawiają się nad tym, że mają możność takiej pomocy, na jaką w żadnym wypadku w braku Ub. Społecznej pozwolić by sobie nie mogli. Myśl ich pracuje w jednym kierunku: szukać dziury w całym, narzekać, stale, nieodwołalnie narzekać. Przychodzi mi czasem do głowy, że najlepszą propagandą dobrodziejstwa ubezpieczeń społecznych było by zatrzymanie jej działalności, na jakiś okres powiedzmy miesiąca, w którym nie