Strona:Pamiętniki lekarzy (1939).djvu/675

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


towe gminy, bądź też dokładając rocznie do szpitala kilkanaście tysięcy. Przy tej okazji dyrektor otrzymuje wymówkę, że szpital jest deficytowy (jakby mogło być w tych warunkach inaczej) i zalecenie porobienia nowych najrozmaitszych oszczędności. Wszelkie projekty zakupienia koniecznych narzędzi czy przyrządów są odkładane na plan dalszy (chyba, że szpital jest oczkiem w głowie Starosty lub dyrektor szpitala ma duże wpływy). Zaległości za leczenie chorych z roku na rok rosną. Wierzytelności szpitala sięgają sum wielokrotnie przewyższających wysokość rocznych budżetów własnych. Wówczas przeprowadza się tzw. „uporządkowanie finansów samorządowych“ czyli akcję odłużeniową samorządów, która polega po prostu na skreśleniu wierzytelności i zaczęciu tej polityki ekonomicznej od początku. Oczywiście, że nie wpływa to w najmniejszym stopniu na stan szpitalnictwa i nie uzdrawia w najmniejszym stopniu głównej bolączki, jaką jest stopień korzystania ze szpitali naszej ludności wiejskiej i idąca w ślad za tym duża śmiertelność.
W obecnych warunkach ustawowych, w obecnym zamknięciu życia w ramach ustawy sprzecznej z potrzebami życia tej wsi jedynie nieliczne wydziały powiatowe dają sobie jako tako radę ze sprawami szpitalnictwa. Istota jednak sprawy, leżąca poza wysiłkami tych wydziałów, nie wykazuje żadnej poprawy.
Z wielu stron wysuwana jest konieczność powrotu do obowiązującego u nas dawniej, przed wprowadzeniem ustawy o opiece społecznej — pogłównego podatku szpitalnego. Pogląd ten zwalczany jest jednak przez czynniki fiskalne, twierdzące, że wprowadzenie nowych podatków, a szczególnie samorządowych odbić się może fatalnie na wpływach z podatków państwowych.
Takie dowodzenia słyszałem na konferencjach budżetowych, na zebraniach wydziału powiatowego, wszędzie zresztą, gdzie poruszałem myśl powrotu do pogłównego podatku szpitalnego.
To zagadnienie, wiążące się ściśle z moim stanowiskiem dyrektora szpitala, a podsycane przez obserwowanie tragicznych sytuacji moich pacjentów nie dawało mi spokojnie spać. Nie mogłem pogodzić się z myślą, że na tej samej wsi polskiej jest, dobrze funkcjonuje i stało się koniecznością powszechne ubezpieczenia od ognia, a w dziedzinie tak ważnej jak zdrowie ludzkie drepczemy stale na miejscu i to w dodatku drepczemy źle i nie w nogę. Niejednokrotnie brałem do ręki ołówek, kalkulowałem wpływy i wydatki, brałem pod uwagę najrozmaitsze przeszkody i trudności i widziałem jak na dłoni, że sprawy te można rozwiązać, zapewniając mieszkańcowi wsi odpowiednią pomoc przy równoczesnym oparciu szpitalnictwa prowincjonalnego na takich podstawach, które mu zagwarantują rozwój i skończą okres obecnie przeżywanej wegetacji.
Wysokość podatku można określić na 1—2 złote rocznie zależnie od stanu zaludnienia powiatu, jego potrzeb zdrowotnych itp. Taką sumę musiałby wpłacać każdy mieszkaniec powiatu bez względu na wiek. Za