Strona:Pamiętniki lekarzy (1939).djvu/674

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


A na tej samej wsi polskiej istnieje doskonale zorganizowane powszechne ubezpieczenie od klęski pożarów.
W chwili obecnej projektuje się na szeroko zakrojoną skalę akcję pokrycia całego kraju ośrodkami zdrowia do walki z chorobami społecznymi, akcję obniżenia cen leków dla wsi, akcję rozmieszczenia największej ilości lekarzy na wsi. Bezwzględnie są to zamiary wielkie i piękne, na pewno projektodawcy mają jak najlepszą wolę — jest to tylko jedno małe ale. Malutkie. Mianowicie, czy w tych ośrodkach wiejskich nie zapanują stosunki takie, jakie już mamy w poczekalniach i gabinetach lekarskich Ub. S., to znaczy czy brak kultury nie pchnie do tych ośrodków nowych mas ludzi z takimi samymi „dolegliwościami“ jak to widzimy w Ub. Sp. Czy nie utworzymy jeszcze większej fikcji. Darmowe leczenie bardzo to umożliwi.
Zanim jednak powstaną liczne i celowo zorganizowane ośrodki i przyczynią się do poprawy stanu zdrowia wsi polskiej, należałoby rozwiązać kwestię bardziej palącą szpitali powiatowych i umożliwienia, a raczej udostępnienia ich dla ludności wiejskiej.
Jeśli w szpitalach, obsługujących powiat o ludności od 100 do 200 tysięcy mamy przeciętne obłożenie dzienne od 30 do 50 chorych, to porównując nasze stosunki z zachodem, musimy dojść do przekonania, że istnieją jakieś poważne przyczyny, uniemożliwiające należyte wykorzystane tych szpitali. W większości swej szpitale powiatowe obsadzone są wychowankami klinik, poziom lecznictwa stoi więc wysoko — istnieje tedy nie kwestia zaufania do tych szpitali, lecz po prostu niemożność leczenia się w nich. Szpitale nie są za drogie, ale między wartością leczenia, a budżetem przeciętnego polskiego wieśniaka istnieje ogromna rozpiętość, którą może jedynie wyrównać idea wzajemnego ubezpieczenia.
Nie myślę o przeszczepieniu organizacji Ub. Społecznej na wieś polską, jednak zapewnienie ludności wiejskiej możności leczenia w warunkach szpitalnych chorób ciężkich i to w tym stopniu i w takim czasie, jak tego właściwe leczenie potrzebuje, uważam za rzecz palącą, konieczną i nade wszystko możliwą bez uciekania się do ogromnych inwestycyj i środków.
Przyjrzyjmy się temu, co jest dzisiaj. Ponieważ na cele zdrowia i opieki społecznej nie ma u nas specjalnych podatków państwowych i samorządowych, a zagadnienia te objęte są budżetami samorządów — preliminuje się na nie pewne kwoty z konieczności, kwoty uszczknięte z innych działów gospodarki, kwoty zupełnie teoretyczne mało oparte na rzeczywistych potrzebach. Większa część gmin staje jednak w ciągu roku budżetowego w obliczu wyczerpania się preliminowanej kwoty, sięga się więc do pozycji innych, nie buduje szkół, nie naprawia dróg czy mostów, względnie kończy się rok z deficytem, obiecując sobie solennie, że w roku przyszłym na tym dziale trzeba będzie robić większe oszczędności. Deficyty gminne pokrywa samorząd powiatowy, bądź subsydiując deficy-