Strona:Pamiętniki lekarzy (1939).djvu/444

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


godny głos przepraszający i wyjaśniający, że jest to zapach zawodowy inżyniera pracującego w jednej z fabryk chemicznych. Pacjent przyszedł wprost z pracy.
Bądź tu mądrym.
Gabinet wietrzyliśmy po raz drugi.


Jałowa praca.

— Czy pani ma synka?
— Nie. Córeczkę.
— A czy zauważyła pani, by ktoś z naszego zakładu jąkał się?
— Nie, ale czemu pan doktór pyta o to?
— Hm. Myślałem że pani jest bohaterką pewnej przygody.
— A jakiej przygody?
— Jakaś pani podchodziła co parę minut do okienka na stacji kolejowej i ponawiała jedno i to samo pytanie: O której odchodzi pociąg do Warszawy? Kiedy kasjer zirytował się powtarzaniem jednobrzmiącej odpowiedzi — Szszszósta dwdwdwaadzieścia, — pani ta wyjaśniła, iż pragnęła sprawić przyjemność swemu synkowi, któremu podobało się jąkanie pana kasjera.
— Ach. Więc dostaję do zrozumienia, że zbyt często przychodzę do badania?
— W ciągu sześciu tygodni była pani obecnie badana dopiero po raz ósmy. Czterokrotnie przeze mnie, trzykrotnie przez doktora L. i raz przez doktora R. Siedem prześwietleń i trzy zdjęcia. Stale badanie klatki piersiowej i za każdym razem nic nie znaleźliśmy.
— Nie przychodzę dla przyjemności, ale na skutek skierowania przez lekarza.
Ale za każdym razem przez innego i to w takim tempie, że orzeczenia nasze nie mogą nadążyć za pani wizytami. Zgłaszając się do następnego lekarza, nie powiadamia go pani, że już była u innego i że badanie rentgenologiczne było przeprowadzane.
— Mój mąż płaci tyle lat tak duże składki ubezpieczeniowe, z czego nie mamy żadnej korzyści, a jak chcę być dokładnie zbadana, to spotykają mnie afront. Nie omieszkam zrobić z tego użytku.
— Nie odmówiłem pani badania i muszę honorować przekazy zgłaszane co dzień, ale uważam za swój obowiązek przestrzec panią, że rentgen to nie lampa kwarcowa i nadużywanie tych gromieni nie jest obojętne dla organizmu.
Wróciłem do swego stolika, a pacjentka w zagniewaniu opuściło pracownię.
Zwróciła się z zażaleniem na mnie.
Nie należy do przyjemności „pogawędka“ tego rodzaju z pacjentem. Spowodowałem ją z całą świadomością przykrości jaką sprawi tej