Strona:Pamiętniki lekarzy (1939).djvu/332

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nienarodzone życie zakończył. Tak bezkompromisowe stanowisko, jakie zajęła biedna Józefa S. należy jednak w dzisiejszych czasach do wielkich rzadkości. Dużo częściej natomiast zdarza się, iż z kobietę wiejską przychodzącą do lekarza wywiązuje się następujący dialog. Od drzwi już pobożnie mówi pacjentka „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus“ —. „Na wieki wieków, mateczko — usiądźcie i opowiedźcie mi teraz co wam dolega“.
„A bo to panie lekarzu, powinnam była przed dwoma tygodniami dostać swój czas i nie dostałam, już parzyłam nogi w gorącej wodzie i to też nic nie pomaga, widać muszę być nie sama (w ciąży) to niech mi Pan lekarz coś na to dopomoże“.
Kosztuje mnie to wiele czasu i cierpliwości, by wytłumaczyć kobiecie, że nie wolno mi się podobnymi rzeczami zajmować. W biurku mam przygotowane na wszelki wypadek liczne wycinki z gazet, gdzie opisują, że lekarz X. dostał za to 3 lata więzienia, lekarz J. 4 lata, a lekarza Z. pozbawiono nawet prawa praktyki. Wyciągam więc te wycinki i pokazuję kobiecie, zastrzegając się, iż nie chcę podzielić losu tych lekarzy.
„Ale panie lekarzu — ja o tym nikomu nie powiem, przecież to się nie wyda — więc nie potrzebuje się pan lekarz boić“.
Na to znowu muszę się tłumaczyć, jak to się zdarza, że jednak władza się o tych sprawach dowiaduje — wkońcu kobieta widząc, iż nie może mnie namówić, wychodzi, żegnając mnie pobożnie „no to niech Pan lekarz ostanie z Bogiem“.
Nie dziwmy się kobietom z ludu — te aczkolwiek bezwzględnie głęboko wierzące — nie zdają sobie często sprawy, że poczynienie przerwania ciąży stoi w zupełnej sprzeczności z ich światopoglądem religijnym.
Lecz co myśleć o kobietach inteligentnych, biorących żywy udział w życiu organizacji społeczno-kościelnych, które przychodzą do lekarza i podobnymi życzeniami?
Można mieć poważne zastrzeżenia co do szczerości i uczciwości — tak chętnie dziś afiszowanych światopoglądów religijnych, jeśli takie ultrapobożne jakoby stadła małżeńskie ze sfer inteligencji mają jedno lub dwoje dzieci.
Na jednym ze zjazdów społecznych poruszył sprawę ograniczania liczby urodzin pewien włościanin, małorolny poseł na sejm. Wszyscy obecni na zjeździe lekarze z oburzeniem odparli propozycję włościanina, by w jakikolwiek sposób zezwolić na ograniczenie liczby urodzin.
Wytoczono wszelkie argumenty, przemawiające za jak najwyższą rozrodczością, lecz nie w ciemię bity kmiotek odpowiedział: „To jest ciekawe — obecni tu panowie lekarze oburzają się na myśl o ograniczeniu urodzin, lecz na pewno mają po jednym czy dwojgu dzieci, my chłopi natomiast poruszamy odważnie tę sprawę, a mamy po dziewięcioro dzieci“.
Nie ulega wątpliwości, że kmiotek ów trafił w sedno rzeczy. Każdy inteligent przyznaje, że największa rozrodczość jest potrzebna państwu,