Strona:Pamiętniki lekarzy (1939).djvu/33

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Ubezpieczalnia radzi, żeby w wypadkach wątpliwych posługiwać się stanem uzębienia, jako środkiem do stwierdzenia tożsamości osoby. Ginekologia daje sposoby prostsze.
Trzeba wiedzieć, jak kogo legitymować.


O cudownych własnościach wody ze Skawy.

Niezwykły urodzaj na lues w tym roku. Już za 50 gr. można go dostać, jak mnie poinformowali wtajemniczeni.
Co drugi dzień przychodzi któryś z młodych robotników ze świeżym owrzodzeniem pierwotnym. Aż trzeba było wyznaczyć osobne godziny na zastrzyki. Póki objawy nie nikną, chodzą regularnie. Później trudno ich będzie przekonać. Przyprowadzają i kolegów — rolników nieubezpieczonych. Kto ma szczęście i dostanie gdzieś pracę i świadczenia ubezpieczalni przychodzi się leczyć. Kto nie ma, rezygnuje po kilku zastrzykach. Zbyt wielki koszt. A choroba wcale nie dokucza. Może to nieprawda, że to takie niebezpieczne. Może lekarz tak straszy, żeby wyciągnąć pieniądze? Kto by się na tym wyznał. Zobaczymy jak będzie dalej, mówi każdy.
I czekają miesiące i lata. Do czasu, kiedy się nic nie da zrobić. Za kilka tygodni przyjdzie nowa seria chorych; będą to kobiety ze świeżymi objawami choroby, fala zatacza szersze kręgi.
I znów prywatny lues. Znowu dziecko. Dorosły z jakimiś tam krostami nie pójdzie tak prędko do lekarza. Na chorą kasę jeszcze by poszedł, ale na swój koszt to nie. Ale ożenił się i dzieci mu się nie chowają. Jedno, drugie i trzecie umarło. A czwarte w tym roku urodzone też zaczyna chorować. Znowu całe krostami obsypane.
Więc przychodzi matka. Płacze i prosi, żeby jakoś dziecko ratować. Słucha co to za choroba, jak trzeba leczyć i ile to będzie kosztowało. Zgadza się na badanie krwi, nawet się nie obraziła. Co więcej bierze dwa zastrzyki wraz z dzieckiem. I przestaje przychodzić. Poszła po radę do akuszerki egzaminowanej. Jakieś tańsze sposoby leczenia przecież muszą być. I dowiaduje się, że są: trzeba codziennie rano kąpać dziecko w wodzie ze Skawy. (Rzeka koło Suchej). Jaka to dobra matka mówią wszystkie sąsiadki. Chodzi codzień 2 kilometry po wodę do Skawy, niesie wodę do domu i kąpie dziecko. Żeby mu tylko pomogło.
I pomogło: dziecko nie umarło. Ma 15 miesięcy, nie chodzi i nie siedzi. Leży w kołysce blado żółte i z trudem głowę podnosi.
Jeszcze codzień kąpie się w cudownej wodzie ze Skawy.


Prywatny wyjazd do porodu.

W odległości 12 kilometrów od Suchej rodzi kobieta. Wie, że poród będzie ciężki, bo tamte cztery porody też były nie lekkie. Ledwie z nich z życiem wyszła. Pierwsze dziecko rodziła dwa dni chociaż było bardzo