Strona:Pamiętniki lekarzy (1939).djvu/283

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Robotnik, czy też robotnica sezonowa otrzymuje za całodzienna pracę około złotego dziennie, a oprócz tego miesięcznie 1/2 centnara zboża (wartości około 5 zł) i trochę ziemniaków.
Poza tym pracodawca musi przygotować dla robotników sezonowych mieszkania. Mieszkania te, czyli tak zwane popularnie baraki — to zazwyczaj duża izba, gdzie ciasno stłoczone stoją tapczany wypchane słomą. Poza tym każda taka „baraka“ ma swoją kuchnię, gdzie wybrana przez sezonowych z pośród nich kucharka gotuje im skromny posiłek.
Nie jest moją rzeczą, by wnikać w położenie ekonomiczne tych najbiedniejszych i najciemniejszych robotników rolnych.
Ale muszę poruszyć sprawę stosunków moralnych wśród tych ludzi. Byłoby pół biedy, gdyby sezonowi robotnicy składali się wyłącznie z mężczyzn, lub też wyłącznie z dziewcząt. Przeważnie jednak taki zespół sezonowy składa się z robotników płci obojga. Zdarza się raz po raz między nimi i stadło małżeńskie, przeważają jednak ludzie niezamężni, często też przyjeżdżają młode kobiety-mężatki, zostawiając mężów w domu na karłowatych gospodarstwach.
Otóż taki mieszany pod względem płciowym zespół sypia na bardzo wielu majątkach w jednej izbie, po kilkanaście osób razem. Że takie warunki muszą wprost stręczyć do nierządu — mówić nie potrzeba. W ciemnościach nocy sąsiedzi twardo śpią po ciężkiej pracy, a jeśli coś nawet słyszą — to i tak nie zawsze zorientują się, która to właśnie para sobie zbytkuje. Zresztą sprawy te traktowane są w tych sferach bardzo pobłażliwie. A jak spędza się niedzielę? Zrana wkłada się paradne ubrania i idzie do kościoła.
Natomiast po obiedzie szuka się rozrywek, a jakie rozrywki są dostępne dla tych ciemnych i biednych ludzi — przekonałem się pewnej niedzieli, gdy wezwano mnie do chorej żony robotnika rolnego w pewnym majątku. Robotnik ów mieszkał w chałupie po jednej stronie korytarza, po drugiej stronie mieściła się „baraka“ dla sezonowych. Przez omyłkę, zamiast do mieszkania robotnika — wszedłem do „baraki“ i trafiłem na następującą scenę: na 6 czy 7 tapczanach leżało tyleż parek w czułych uściskach. Na pozostałych tapczanach siedziało kilka pozostałych dziewcząt, dla których już widocznie nie starczyło kawalerów i spokojnie sobie te samotne „przynajmniej w danej chwili“ dziewczyny gawędziły, lub cerowały bieliznę.
Niewiele lepiej dzieje się, jeśli „na sezon“ przyjeżdżają same dziewczęta. O ile bowiem w zespołach mieszanych — chłopacy uważają, iż mają wyłączny monopol na korzystanie z wdzięków swych towarzyszek pracy i energicznie odpędzają od nich niepowołanych adonisów, to w zespołach, złożonych z samych dziewcząt, brak jest takich strażników cnoty.
Toteż „baraka“ złożona z samych dziewcząt stanowi nielada przynętę dla don Juanów z całej okolicy. Gdy więc jeden z okolicznych majątków sprowadził na sezon same dziewczęta — chłopacy z całej okolicy