Strona:Pamiętniki lekarzy (1939).djvu/262

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Zapracowany lekarz domowy nie jest w słanie tego materiału opracować, jest on tylko jak gdyby kronikarzem, spisującym fakty w chronologicznym porządku.
Naukowiec, który zadałby sobie trud opracowania tego bogatego materiału, rzuciłby jasny snop światła na wiele aktualnych w medycynie zagadnień.
5. X.Ciepłe, słoneczne dnie. Piękna polska jesień.
Frekwencja niska, najniższa może w ciągu roku.
Już minął rok, gdy zacząłem robić me zapiski. Rok ciężkiej, nieustannej pracy, rok masowych epidemii.
Jednak — nie mogę się skarżyć. Jestem szarym, bezimiennym żołnierzem wielkiej armii zdrowia, która wypowiedziała wojnę na śmierć i życie mikroskopowo-małym, prawie nieuchwytnym wrogom ludzkości — i muszę na małym odcinku frontu, który został mi wyznaczony robić to, co do mnie należy — w szarym, codziennym trudzie.
W miarę możności staram się przynieść ulgę cierpiącemu człowiekowi, a gdy mi się to udaje, mam wielką, wewnętrzną satysfakcję.
To nic, że nie ma chwili wytchnienia, że srebro zaczyna przypruszać włosy na skroniach, że sieć zmarszczek na twarzy się powiększa. Taka jest praca lekarza — taki jego los!
Piękne słoneczne dnie miną wkrótce. Zacznie się szaruga jesienna — a za nią nowe epidemie. Należy w dniach odpoczynku naładować energię wewnętrzną, by móc sprostać zwiększonym wysiłkom, gdy czas nadejdzie.