Strona:Pamiętniki lekarzy (1939).djvu/261

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Najważniejszy jednak zarzut, który podnoszą przeciwnicy systemu lekarza domowego, jest brak wolnego wyboru lekarza.
— Proszę pana — słyszę często — ja osobiście przeciw temu lekarzowi nic nie mam, każdy lekarz jest dobry pod pewnym względem, niektórzy go nawet chwalą, ale ja osobiście — mam przekonanie do doktora X.
Przed kilku laty, wie pan, zachorowałem na pewną chorobę, nawet dość ciężką. Chodziłem od jednego doktora do drugiego. Każdy stukał i pukał, zapisywał lekarstwa — i jak groch o ścianę — nie nie pomagało. Aż szczęśliwy przypadek przyprowadził mnie do doktora X i co pan po wie — zapisał lekarstwo — i jak ręką odjął.
Przed pewnym czasem — będzie już ze 2 lata — był znowu wypadek z żoną — znowu następuje długie opowiadanie, którego kwintesencją jest, że znowu doktór X pomógł, co jeszcze bardziej wzmogło zaufanie do niego.
Każdy chory ma swego doktora X. Każdy chory jest właściwie dzieckiem, kierującym się raczej irracjonalnymi popędami, aniżeli rozsądkiem.
Każdy chory ma swe intymne sprawy, których nie może odkryć „pierwszemu lepszemu“ lekarzowi, z których jednak zwierzy się „swemu“ lekarzowi.
Z tym nastawieniem chorych, które należy do wiecznych cech rodzaju ludzkiego, trzeba się poważnie liczyć — i z tego punktu widzenia wolny wybór lekarza byłby z pewnością najodpowiedniejszym systemem leczenia.
Inna rzecz, że w leczeniu masowym i przy niskiej kulturze ludzi wolny wybór lekarza prowadziłby do śmiesznych paradoksów.
Jakże często słyszy się od ludzi, którzy jeszcze przed niedawnym czasem w ogóle nie korzystali z dobrodziejstw medycyny, albo co najwyżej szukali pomocy u znachora wiejskiego, a którzy przy systemie lecznictwa ambulatoryjnego nauczyli się korzystać z leczenia „kasowego“, że doktór X jest znany na choroby serca, ale głowę należy już leczyć u doktora Y, a specjalnością od nagniotków — i tacy się znajdują — jest doktór Z, który posiada jakąś specjalną receptę na te przykre dolegliwości, które za jednym zamachem usuwa.
Tak pojęty wolny wybór lekarza prowadziłby do chaosu i w żaden sposób nie może być pomyślany jako idealny system leczenia masowego.
30. IX.Kilka słów o karcie choroby.
Karty te pośpiesznie wypełniane, zawierają czasem bardzo ciekawy materiał. Banalne choroby, z którymi klinika ani nawet przychodnie kliniczne nie mają żadnej styczności, rzucają często dyskretne światło na zespół konstytucyjny danego osobnika, pozwalają łatwiej wniknąć w jego strukturę fizyczną, zrozumieć podłoże, na którym powstają choroby.