Strona:Pamiętniki lekarzy (1939).djvu/226

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Po dokładnym zbadaniu przez specjalistów i dłuższej obserwacji szpitalnej moje obawy okazały się, na szczęście, płonne i pani Z. znowu wróciła do domu. Oczywiście nadal potrzebuje stałej opieki lekarskiej, bo oprócz wymienionych chorób często zapada na anginy, grypy i t. p. mniejszej wagi dolegliwości.
Z wyjątkiem 6 — 7 tygodni w lecie, pani Z. stale znajduje się pod obserwacją lekarską i mam wrażenie, że jest ona dla niej konieczna.
Ta mała, o woskowej cerze kobietka, prawdziwa bohaterka w walce ze swymi chorobami, zarządza domem, utrzymuje przy tym maleńki sklepik spożywczy, pomagając mężowi w walce o byt. Zasługuje ona bezsprzecznie na to, by jej pomóc w jej zmaganiu się z losem.
Weźmy np. panią W. z jej plejadą ciężkich chorób, z których tylko jedna z nich właściwie wystarczy, by pozbawić człowieka radości życia.
Jestem w kłopocie od której zacząć: czy od kamicy nerkowej, występującej dość często z szalonymi atakami bólów, czy kamicy żółciowej, czy od rwy kulszowej prawostronnej, która przeszła u niej prawie w formę przewlekłą, uniemożliwiając jej prawidłowe chodzenie, czy wreszcie od bardzo uporczywych seriami występujących ataków migreny, które czynią ją niezdolną do wszelkiej pracy; jeśli dodamy, że kobieta ta cierpi jeszcze na przewlekły gościec stawowy i mięśniowy w wilgotnych porach roku, dający się jej dotkliwie we znaki, że ma pięcioro dzieci, że musi cały dzień ciężko pracować — nawet chleb piecze sama — i że od czasu do czasu zachodzi jeszcze w ciążę — może potrafimy sobie zobrazować ciężki żywot tej przez los srodze doświadczanej kobiety.
Do stale leczących się należą „inwalidzi pracy“, ludzie którzy właściwie powinni w zimie wylegiwać się za piecem, a w lecie na ciepłym słoneczku, a nie pracować.
Są to robotnicy, którzy mają za sobą niekiedy po kilkadziesiąt lat pracy w fabryce, organy ich wewnętrzne są zupełnie zużyte, którym żadne leczenie radykalne już nie pomoże. — Jakaś kolosalna rozedma płuc lub zwyrodnienie mięśnia sercowego, z zaznaczającymi się już objawami zastoinowymi lub okresowo się powtarzającą niewydolnością. Są oni stałymi bywalcami lekarza domowego, który przyjmuje ich jak starych, dobrych znajomych z dobrotliwym uśmiechem.
Od czasu do czasu zapisuje się im jakieś lekarstwo lub ordynuje zastrzyki, czasami przy widocznym pogorszeniu ich stanu namawia do przerwania pracy i choć kilkudniowego odpoczynku — w każdym razie wizyty te u lekarza domowego, choć z pewnością nie uzdrowią chorego i nie zwrócą mu zużytych, młodych sił, nie mogą być uważane za zbyteczne.
Do innej kategorii należą chorzy, którzy mają jakąś organiczną wadę, których jednak zbytnia ochota do leczenia może już być zakwestionowana.
Pan K. np., wysoki, chudy robotnik o niespokojnie biegających oczach jest bezwzględnie chory. Przed laty przechodził gościec wielostawowy, któ-