Strona:Pamiętniki lekarzy (1939).djvu/177

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


jako poważna choroba płuc. Należy każdego dokładnie zbadać, by wykluczyć sprawy poważne, żeglujące czasem pod firmą grypy jak: wczesny naciek gruźliczy, naciek okołoogniskowy lub nawet wysięk w opłucnej, następnie wyjaśnić istotę choroby, której znaczenia nie wolno także przeceniać i wreszcie zaproponować przy większych dolegliwościach lub stanach podgorączkowych przerwanie pracy na kilka dni i leżenie w łóżku. Na taką propozycję otrzymuję jednak stereotypowa odpowiedź — „a kto będzie pracować?“
Robotnik w obecnym kryzysie i braku pracy jest wprost za nią stęskniony. Przerwanie pracy, na którą już czeka tylu reflektantów wydaje mu się nadużyciem — „co pan majster zrobi beze mnie“ — wydaje mu się potężnym argumentem, który wytacza przeciw moim dowodzeniom. Skutek jest ten, że ubezpieczeni leczą się ambulatoryjnie, pracy nie przerywają, a grypa się przedłuża i komplikuje. Na grypie można studiować, jak indywidualnie reagują chorzy na identyczne prawie dolegliwości. Podczas gdy jednemu lekki katar wydaje się już być okropnością, drugi znosi zapalenie jam bocznych nosa z filozoficznym spokojem, gdy jeden przy stanach podgorączkowych już zatacza się i nie może utrzymać się na nogach, drugi z uśmiechem wchodzi do gabinetu, a ciepłota jego wynosi 39°. Czasem wprost uderza stosunkowa nikłość skarg przy ciężkich schorzeniach, i odwrotnie: intensywność i hałaśliwość narzekań przy banalnej chorobie. Szczególnie głośno biadają kobiety. Zajęte gospodarstwem, kuchnią i dziećmi tylko z trudem wyrywają się do doktora. Ich dolegliwości obiektywnie muszą już być znaczne, skoro zdecydowały się zasięgnąć porady lekarskiej, Grypa, która zwykle źle działa na samopoczucie tak, że dotknięci nią uważają się za poważnie chorych, zmusza je do udania się do lekarza. Znalazłszy się jednak już w gabinecie lekarza, chciałyby prócz grypy załatwić za jednym zamachem wszystkie inne cierpienia i dolegliwości. Jedna ma dolegliwości ze strony narządów wewnętrznych, inna cierpi na pęcherz, jeszcze inna na kolkę wątrobianą lub zaparcie nawykowe i z trudem tylko udaje mi się wytłumaczyć, że leczenie grypy nie da się pogodzić z leczeniem innych, często zupełnie odrębnych chorób.
Jeszcze wysoki stos kart chorobowych przede mną, gdy czuję, że jestem zmęczony. Ucho stara się słuchać możliwie uważnie, ale kora mózgowa reaguje coraz powolniej, badanie pacjenta trwa 2 lub nawet 3 razy dłużej jak normalnie, przy tym co najważniejsze, cierpliwość moja wyczerpuje się, a zdolność wnikania w psychikę chorych jakby zatraca się. Należałoby teraz właściwie trochę odpocząć, zaczerpnąć głęboko świeżego powietrza — jednym słowem: odprężyć się. Pracuje się przecież prawie cały czas w ciągłym pośpiechu — nie jest to zaciszny gabinet wziętego lekarza wielkomiejskiego, który ma określony czas przyjęć i może każdemu pacjentowi poświęcić 3/4 lub całą godzinę — tu musi się pracować szybko, wydatnie i celowo, poczekalnia jest pełna chorych, którzy niecierpliwie czekają na swoją kolej w warunkach niekoniecznie dobrych. Cały sy-