Strona:Pamiętnik lalki (1939).djvu/10

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Możliwe — mruknął znów zaspany miś.
— Znacie ich, znacie? — zaczęły się dopytywać inne zabawki.
— Pewnie, że znamy — odparł murzynek. — Wuj Zygmunt często przychodzi do swych siostrzeńców.
— A czy ciągle jest taki psotnik? — spytała piłka.
— Ależ nie, przecież teraz jest to już dorosły pan. Jest lekarzem. Przychodzi zawsze, gdy Janek lub Ala chorują.
— A co się stało z Lunią? — spytała nagle milcząca dotychczas lalka.
Wszystkie zabawki spojrzały na nią ciekawie. Miała tak dumną minę, że nikt się nie odważył do niej przemówić. Nikt z wyjątkiem murzynka.

— Lunia to chyba jest matka Janka i Ali? Tak, tak, na pewno. Wprawdzie mąż mówi do niej „Helenko“, a znajomi, „pani Heleno“, ale wuj Zygmunt czasem

8