Strona:Pamiętnik Adama w raju.djvu/98

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


gdy ja z niepokojem krążyłem koło niego, błagając go, by zostawił w spokoju zegarek, ten ze spokojem okrucieństwa dokonał swego zbrodniczego czynu!
Zegarek mój począł pędzić naprzód. Z każdym dniem spieszył się coraz bardziej. Zaraz w pierwszym tygodniu dostał wysokiej febry, tak że puls począł mu dochodzić do stu pięćdziesięciu uderzeń w cieniu. Podwuch miesiącach przegnał dalece wszystkie zegarki w mieście i wyprzedził kalendarz o trzydzieści dni. Zegarek mój dogonił już listopad i rozkoszował się białym śniegiem, podczas gdy na dworze jeszcze październikowe liście szumiały na wietrze, Pozatem z tak groźną szybkością przybliżał mi czas płacenia komornego oraz wszystkich rachunków, że począłem nie na żarty tracić spokój.
Zaniosłem go do zegarmistrza, aby uregulować chód zegarka. Zegarmistrz zapytał mnie przedewszystkiem, czy był on już kiedykolwiek oddawany do reperacji? Nie, nigdy nie zaszła ta smętna konieczność! Wówczas oczy zegarmistrza błysnęły złowrogo, otworzył czemprędzej kopertę, przystawił do oczu jakąś szklaneczkę i jął badać mechanizm.
Poczem oświadczył, że trzeba zegarek oczyścić, naoliwić i przewietrzyć — za tydzień mogę przyjść po niego.
Po oczyszczeniu, naoliwieniu i przewietrzeniu — zegarek mój począł chodzić tak wolno, że ty-

94