Strona:Pamiętnik Adama w raju.djvu/97

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.



Mój prześliczny nowy zegarek szedł dobrze przez całe półtora roku, nie późniąc się, ani też nie spiesząc; przez cały ten czas nie zepsuła się w nim żadna część mechanizmu, a nawet ani razu me stanął. Zacząłem już nawet uważać jego wskazywanie godzin i minut za nieomylne, a jego mechanizm i budowę za wieczną...
Aż raz wieczór zapomniałem nakręcić go. Smutno mi się zrobiło naraz, co wyglądało jak zapowiedź niechybnego nieszczęścia. Ale powoli rozweseliłem się, nastawiłem zegarek na chybił trafił, i odpędziłem jakoś od siebie wszelkie złe przeczucia.
Nazajutrz zaszedłem do pierwszego z brzegu zegarmistrza, by nastawić właściwie zegarek. Właściciel sklepu wziął do rąk mój chronometr i nastawił za mnie. Poczem rzekł:
— Późni się o cztery minuty — trzeba posunąć regulator!
Chciałem go powstrzymać od tego, usiłowałem wytłomaczyć mu, że zegarek idzie zupełnie dobrze... Ale nic nie mogłem poradzić: ten głąb kapuściany w ludzkiej postaci widział tylko jedno, a mianowicie, że zegarek późni się o cztery minuty i że regulator należy trochę posunąć! I podczas,

93