Strona:Pamiętnik Adama w raju.djvu/21

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


W takim razie, jakże on chodzi po ziemi, nie zostawiając śladów po sobie? Porozstawiałem z tuzin pułapek, ale na nic to się nie zdało!
Łapią się wszelkie drobne zwierzątka, tylko nie to, które jest potrzebne... Sądzę, że łapią się one wskutek swej ciekawości: chcą wiedzieć, po co to mleko stoi w pułapkach? Nie piją go jednak nigdy.
W trzy miesiące znowu, — Mój kangurek wciąż rośnie i rośnie, co jest i dziwne i niezrozumiałe. Nigdy nie widziałem, aby okres dorastania trwał tyle czasu. Teraz ma on głowę pokrytą szerścią, nie taką, jaką mają kangury, lecz takusieńką, jak nasze włosy, tylko znacznie cieńszą i miększą, i nie czarnego ale rudego koloru. Stanowczo głowę tracę wobec tego nieprawdopodobnego, dziwacznego rozwoju, tego nie poddającego się klasyfikacji kaprysu zoologicznego!
Ach, gdybyż to udało mi się złapać jeszcze choćby jednego — ale jest to sprawa beznadziejna! Jest to nowa odmiana, której tylko jeden egzemplarz istnieje — to oczywiste!
Złapałem prawdziwego kangura i przyniosłem go do domu, sądząc że nasz kangurek, będąc samotnym, chętnie powita nowego towarzysza, a nawet niejako krewnego, że powita jakieś stworzenie, z którem mógłby zaprzyjaźnić się. Toż jest on wśród obcych, nie znających ani jego przyzwyczajeń, ani smaku, i nie umiejących dać mu wyczuć, że znajduje się wśród przyjaciół! Ale omyliłem

17