Strona:Pamiętnik Adama w raju.djvu/122

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


jeden do łóżka, czuł się jakby owdowiałym. Nazakupywał by dla córeczki zabawek aby ta śmiała się kiedy pajac skakał na brzegu łóżka. Niekiedy zapytywała go o mamę i braci. Wtedy ojciec odchodził do kąta pokoju i kłaniał się z okna matce, a dzieciom posyłał całusy w powietrzu... A mama odpowiadała mu również całusami...
Ale oto razu pewnego chore dziecko nie chciało więcej patrzeć na pajaca, ani nie śmiało się już więcej. I mówić już więcej nie mogło. Przyszła śmierć i swemi okrutnemi koszlawemi paluchy zadusiła dziecię! Walka z życiem była zażartą.
Wtedy matka wróciła do domu. Poczęły ją dręczyć wyrzuty sumienia, że rzuciła swe dziecko na łaskę losu. I stało się to jej wielkim smutkiem i niewypowiedzianym żalem.
Kiedy lekarz chciał dokonać sekcyi na ciele dziecka, ojciec kategorycznie oparł się temu. Nie pozwolił, by sprawiano jej ból ostrymi nożami, gdyż dla niego dziecko to nigdy nie mogło być martwem. Ale lekarz uparł się przy swojem. Wtedy ojciec chciał bić i kąsać lekarza...
Kiedy ją pochowano, ojciec postawił na cmentarzu pomniczek i codziennie w ciągu roku chodził na grób. Następnego roku chodził już rzadziej. Pracę miał uciążliwszą, a i wolnego czasu coraz mniej...
Lata poczęły mu ciążyć, chód również stracił swą elastyczność, a kłopotów przybywało coraz więcej. Niekiedy czynił sobie wyrzuty, że smutek jego nie jest już tak wielkim, jak przedtem, a na-

118