Strona:PL Zygmunt Krasiński - Pisma T3.djvu/108

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I człowiek każden — siostrą albo bratem —
I świat dziś głuchy — młodości mej światem!


∗                              ∗
Gdzie jest ten Anioł, co groby odwala,

Po męki próbach i skonu godzinie,
Gdy ranek trzeci zmartwychwstań nadpłynie?
— On bogów tylko — nie ludzi ocala!
Gdzie jest ten drugi Anioł, który zdziera
Z bram Mamertyńskich, wśród nocy, zawiasy
I Święte Pańskie z rąk katów wydziera?
— Lecz ja nie Święty — i dziś inne czasy! —
Twardsza dłoń wrogów niźli śmierć — bo ima
Żywego jeszcze — i w trumnie go trzyma,
Z której dla ducha zmartwychwstania nie ma!


∗                              ∗
Duch twój albowiem — lotny gość wszechświata,

On co wprzód marzył pół-boże koleje,
Wśród ścian więzienia tak osierocieje,
Że będzie szukał — ot! w pająku — brata!
I o dźwięk mowy ludzkiej błagał — kata —
Aż miną chwile — dni — miesiące — lata —
Żadne do ciebie nie zajrzą nadzieje
I duch twój w końcu na nic znikczemnieje!


∗                              ∗
Ileż ja razy sam z sobą walczyłem

I mrące myśli tchem woli cuciłem,
By się nie poddać umysłowej śmierci!
Lecz gdy raz rozpacz w dno mózgu się wwierci,
Strach, po tym gwoździu, jaka krew się leje,
— Jak mózg stopniami zsycha i więdnieje!
Serce też — serce do zgonu się skłania —
Nie pęka zaraz — kostnieje powoli —
Aż zbezsilnieją w nim wszystkie kochania —

I z wszystkich bólów ten najbardziej boli! —

∗                              ∗