Strona:PL Zola - Nantas.djvu/43

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


i zabierając się na nowo do pracy, mówił sobie:
— „Dalej! Nie stanąłem dla niej jeszcze dość wysoko, trzeba iść wyżej, wyżej bez wytchnienia!...“ Chciał zawojować życie, jak zawojował fortunę. Wróciła mu cała wiara w siły własne, wykluczła znowu, jak dawniej, wszelką inną dźwignię życia, albowiem siłą, która stworzyła ludzkość, nie było nic innego, jak tylko wola, przepotężna wola istnienia. A jeśli go niekiedy opadło zniechęcenie, zamykał się wówczas, by nikt nie mógł nawet przypuścić niemocy jego ciała. Nie można też było przeniknąć walk, które z sobą staczał, jak tylko po głębi spojrzenia jego oczu, ciemną otoczonych obwódką, w których gorzały ognie.
Był pożerany zazdrością. Nie módz pozyskać miłości Flawii, męczarnia to była niewysłowiona, istny szał jednak ogarniał go na samą myśl o tem, że mogła się drugiemu oddawać. Dla zaznaczenia swej wolności, kto wie, czy nie gotowa ofiarować się panu des Fondettes. Zaczął udawać, że się o nią zupełnie nie troszczy a jednocześnie umierał z niepokoju w czasie najkrótszej jej nieobecności. Gdyby nie obawa stania się śmiesznym, samby jej śladem biegł w ulice. W owym to czasie zapragnął mieć u jej boku kogoś oddanego sobie, którego usługi gotów był hojnie wynagrodzić.
Panna Chuin pozostawała ciągle w domu barona, który przyzwyczaił się do niej. Z drugiej strony za wiele ona wiedziała, by można było się