Strona:PL Zola - Nantas.djvu/29

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


do ciała prawodawczego uczuł w sobie przyszłego ministra finansów. Przez swe specyalne wiadomości i swoją łatwość słowa zajmował z każdym dniem wybitniejsze miejsce. Zresztą manifestując zręcznie absolutne oddanie cesarstwu, zachowywał w kwestyach finansowych poglądy zupełnie osobiste, które narobiły wiele wrzawy, a dla których umiał też wzbudzić silne zajęcie w samym cesarzu.
Tego rana Nantas obarczony był szczególnie wielkim nawałem spraw. W obszernych biurach, na jakie obrócił cały parter pałacu, panował ruch gorączkowy. Cały tłum urzędników, z których jedni ślęczeli u pulpitów nieruchomi, inni zaś wchodzili i wychodzili bezustannie, trzaskając drzwiami, zaludniał biura. Niemilknący na chwilę dźwięk złota, które sypało się z worów na stoły strumieniami, zdawał się grozić ulicom zalewem tej muzyki, rozlegającej się dokoła pełnych pieniędzy kas. W przedsionku cisnął się tłum interesentów: petenci, aferzyści, politycy, cały Paryż na klęczkach przed potęgą złotego cielca. Wybitne osobistości wyczekiwały tu cierpliwie całemi godzinami częstokroć. On zaś, siedząc przy biurku, zajęty korespondencyą prowincyonalną i zagraniczną, posiadający moc zduszenia świata swemi rozpostartemi ramiony, widział nakoniec urzeczywistnionem dawne swoje marzenie o sile, poczuł się myślącym motorem kolosalnej machiny, co poruszała ziemiami królów i cesarzy.