Strona:PL Zola - Kartka miłości.djvu/130

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

ukołysała ją do słodkiego marzenia! Teraz Paryż oświecał się pod chwilowemi błyskawicami słońca. Za pierwszym promieniem, który padł na Notre-Dame, nastąpiły inne uderzając na miasto. Słońce uchodząc rozbijało chmury. Miasto ukazało się w mięszaninie świateł i cieniów. Na chwilę lewy brzeg stał szaro ołowiany; na prawym okrągłe światełka na przemian z czarnemi plamami cienia tworzyły niby olbrzymią skórę tygrysa, rozciągnięta wzdłuż, rzeki. Kształty zmieniały się i przenosiły z miejsca na miejsce; podług fantazyi wiatru, który unosił obłoki. Czarne masy chmur spokojnie i cicho w jednym kierunku przesuwały się ponad dachami. Niektóre z nich olbrzymiej wielkości przepływały majestatycznie, jak okręt admiralski, otoczony mniejszymi statkami, które trzymały się symetryi eskadry, uszykowane], do boju. Raz ciemny cień potężny, podłużny, z paszczę otwartą jak gadzina, zatrzymał się nad Paryżem na chwilę, jak gdyby chcąc go pożreć. A kiedy znikł w głębi horyzontu, olbrzymią swą postać, zmniejszywszy do robaka, promień słońca złotem prochem wysypał się z rozdartej chmury, i wpadł do próżni, którą potwór pozostawił był za sobą. Drżąca, złocista kurzawa spadła na pola Elizejskie, zasypując je ruchomą falą światła.
A więc tak! była to miłość, miłość nieszczęsna; Helena nie broniła się już. Nie miała sił walczyć przeciwko własnemu sercu. Henryk mógł ją wziąć, nie opierała się temu. Dla czegóż miałaby się opierać? Wspomnienia przeszłego życia napawało ją pogodą i gwałtownem oburzeniem. Jak mogła żyć w tej chłodnej atmosferze z tą obojętnością, którą się tak pyszniła? Widziała siebie młodą dziewczyną w Marsylii, na ulicy Petites-Maries, gdzie zawsze trzęsła się od zimna; widziała się zamężną, zlodowaciałą obok tego wielkiego dziecka, co jej nogi całował, uciekała się wówczas do swoich kłopotów gospodarskich; widziała się we wszystkich chwilach życia swego, idącą zawsze po tej samej drodze, nieznając, co to wzruszenie, któreby naru-