Strona:PL Zola - Jak ludzie umierają.djvu/14

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


—... Wtedy on, uważasz, przejął list i bili się obadwaj, oh! całkiem rozsądnie zresztą, zwykłe zadraśnięcie... Wieczorem jedliśmy już razem obiad w klubie. Wygrał nawet odemnie wtenczas 25 ludwików.
— Ale, ale... Zebranie akcyonaryuszów ma się odbyć pojutrze... Chcą mnie koniecznie mieć w komitecie, jestem jednak taki zajęty, że nie wiem doprawdy, czy...
Orszak posuwa się już od chwili aleją. Drzewa rzucają chłodny cień a promienie słońca wesoło igrają wśród zieleni. Jedna z dam, wychyliwszy się z powozu, wydaje naraz okrzyk zachwytu:
— Spójrzcie! jak tutaj ślicznie!...
Właśnie kondukt wkroczył w bramę cmentarza Montparnasse. Rozmowy cichną, nie słychać już nic, oprócz zgrzytu kół na żwirze alei. Należy przebyć cały cmentarz, ponieważ grobowiec de Verteuil’ów znajduje się na samym końcu, po lewej; okazały grobowiec z białego marmuru w kształcie kaplicy, zdobnej mnóstwem rzeźb. Po ustawieniu trumny u drzwi tejże rozpoczynają się przemówienia.
Jest ich cztery. Były minister kreśli działalność polityczną zmarłego, który posiadając — zdaniem mówcy — geniusz, lecz obok niego zanadto wiele skromności, byłby z pewnością uratował Francyę, gdyby nie nieprzezwyciężony wstręt do intryg. Następnie jeden z przyjaciół mówił