Strona:PL Zola - Doktór Pascal.djvu/480

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

— Zwycięstwo! mistrzu, przynoszę pańskie pieniądze, wprawdzie nie wszystkie, aleć zawsze sporą sumę!
I zaczął opowiadać przebieg sprawy, wypadek, nieprzewidziany, a szczęśliwy, okoliczność pomyślną, którą jego teść, p Lévêque wyciągnął na światło dzienne.
Kwit z otrzymanych stu dwudziestu tysięcy franków, mocą którego Pascal był osobistym wierzycielem Grandguillota, nie przydał się zupełnie na nic, ponieważ notaryusz okazał się niewypłacalnym.
Ale na szczęście pozostało jeszcze pełnomocnictwo, które doktór udzielił pewnego dnia notaryuszowi na jego własne żądanie, by na podstawie tegoż umieścić część, albo i wszystkie pieniądze na hypotekach. Ponieważ nazwisko odbierającego zlecenie pozostawiono in blanco, przeto notaryusz, jak to się często praktykuje, wypisał tamże symulacyjnie nazwisko jednego z swych kancelistów, dzięki temu właśnie wynaleziono i odzyskano ośmdziesiąt tysięcy franków, umieszczonych na dobrej hypotece, za pośrednictwem tego kancelisty, dzielnego człowieka, nie mającego nic a nic wspólnego z sztuczkami swego chlebodawcy.
Gdyby Pascal zaczął działać wcześniej i udał się pod opiekę sądu, byłby wydobył ową sumę już oddawna. Tak więc ostatecznie odzyskiwał cztery tysiące pewnego zupełnie dochodu.
Pascal uchwycił obie ręce młodego doktora i uściskał je gorąco z oczyma zwilgotnionemi od łez.
— Ach! mój przyjacielu, gdybyś wiedział, jak jestem szczęśliwy! Ten list Klotyldy sprawił mi boleść niesłychaną. Tak, przyzwę ją do siebie z powrotem, teraz