Strona:PL Zola - Doktór Pascal.djvu/187

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

sama, samo życie wytwarza idyotów, szaleńców, zbrodniarzy i wielkich ludzi... Komórki się gubią, inne na ich miejsca powstają, i, zamiast człowieka genialnego, albo zwyczajnego uczciwego człowieka, powstaje zbrodniarz, lub szaleniec!.. A ludzkość płynie, jak potok wezbrany i wszystko to w sobie chłonie!..
Potem, w nowym zwrocie myśli, mówił dalej:
— A zwierzęcość, zwierzę, które cierpi i które kocha, które jest jakby szkicem człowieka, cała ta zwierzęcość braterska, która żyje naszem życiem!.. Tak, chciał bym ją umieścić w arce, zrobić jej miejsce w naszej rodzinie, pokazać ją bezustannie zlaną z nami, dopełniającą naszą egzystencyę... Znałem koty, których obecność była niejako tajemniczym urokiem domu jakiegoś; psy, które ubóstwiano, których śmierć była opłakiwaną i pozostawiała w sercu żal nieutulony. Znałem nawet kozy, krowy, osły nieskończenie ważne, których osobistość, jeśli tak powiedzieć mogę, odegrała tak wielką rolę, że należałoby ich historyę napisać... A oto naprzykład!.. nasz własny Bonhomme, nasze biedne stare konisko, które nam służyło przez ćwierć wieku... Bądź pewna, że jakieś cząstki istoty jego są z nami zmieszane i zespolone i że on także już teraz do rodziny należy!.. Myśmy go odmiennym od innych koni widzieli i on też w pewnym stopniu oddziałał na nas i w końcu jesteśmy z nim, jakby na jednę modłę wyrobieni... I to tak dalece jest prawdą, że gdy go widzę napół ślepego, z oczyma przyćmionemi, z nogami, pokrzywionemi przez reumatyzmy, całuję go z obu stron w pysk i obchodzę się z nim tak, jak z jakim starym zniedołężniałym krewniakiem, który