Strona:PL Zola - Doktór Pascal.djvu/179

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

kolegę swego, Maurycego, zdenerwowanego syna mieszczańskiego rodu, przeznaczonego na ofiarę błagalną, płacze krwawe mi łzami, gdy los nieubłagany jego samego wybiera za narzędzie do odcięcia tego zgangregowanego członka. Potem wreszcie koniec wszystkiego, klęski jedne po drugich, straszna wojna domowa, prowincye utracone, kontrybucya miliardowa i, pomimo wszystko, ów Jan wraca do ziemi, która na niego czeka, do wielkiej i ciężkiej pracy, jaką jest odrodzenie Fancyi całej.
Paskal zamilkł Klotylda podała mu już wszystkie akta, jedne po drugich, i on je wszystkie przejrzał, rozłożył, rozklasyfikował i położył napowrót do szafy, na tę półkę największą, tam wysoko. Był istotnie zmęczony, wyczerpany tem olbrzymiem tchnieniem bezmiernem, którem przebiegł tę ludzkość żyjącą.
Tymczasem młoda dziewczyna, bez tchu i bez słowa, oszołomiona tym potokiem wezbranym, czekała jeszcze i słuchała jeszcze, niezdolna do zastanowienia się, do wydania sądu jakiegokolwiek. Burza w dalszym ciągu zlewała czarną przestrzeń bezgraniczną deszczem iście potopowym, lejącym wśród huku grzmotów, Piorun gruchotał jakieś drzewo w sąsiedztwie, które złamało się z wielkim trzaskiem. Światło świec drżało pod wiatrem, który wpadał przez okno otwarte.
— Ach!.. — zaczął znowu, pokazując jeszcze gestem akta — to świat cały, społeczeństwo całe, cywilizacya cała. Zycie całe tam leży ze wszystkimi swymi objawami, złymi i dobrymi, w ogniu i pracy kowalskiej, która wszystko porywa... Tak!.. rodzina nasza mogłaby dziś służyć za przykład nauce, której nadzieją jest ozna-