Strona:PL Zofia Rogoszówna - Koszałki-Opałki.djvu/44

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


DESZCZ KROPI NA KONOPIE,
panna rutkę sieje.
Gęś pierze na jeziorze,
żaba się z niej śmieje.



CHŁOP ORZE NA UGORZE,
cieląteczko bryka;
a nasz Zbysio wyskakuje:
ma serce z piernika.






HEJ, BOCIANIE, NIE KOŚ SIANA,
bo się zrosisz po kolana,
niech już lepiej czapla kosi,
co nabakier czapkę nosi.





DYLU, DYLU, NA BADYLU,
kocurek na basie,
koteczka mu się dziwuje,
że na graniu zna się.





JEDEN OJCIEC TAKI BYŁ,
kupił garnek samych żył.
A te żyły takie były,
same z garnka wyłaziły.





KUKUŁECZKA KUKA,
Hania Jasia szuka;
znalazła go w lesie,
śniadanko mu niesie.