Strona:PL Zieliński Gustaw - Manuela. Opowiadanie starego weterana z kampanii napoleońskiej w Hiszpanii.pdf/68

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


pięknej Huercie, to już ona na mnie takiego nie robiła wrażenia, jak dnia poprzedzającego.
Gdy nadszedł wieczór, a Cyganka, zabierając resztki wieczerzy, powiedziała mi: „Buenas notas, senior caballero“, doznałem jakiejś tęsknoty, jakiejś potrzeby wyrwania się z tej klatki i odetchnięcia pełniejszą piersią, śród tej rozkosznej przyrody, którą miałam przed sobą.
Gdy człowiek raz sobie jakie zrobi ustępstwo, to już zwykle idzie i dalej, potrafiąc wszystko sobie wyrozumować.
Noc zapadała, księżyc całym blaskiem oświecał ogrody i dolinę. Postanowiłem, bądź co bądź, wychylić się poza to moje dziwne więzienie i zwiedzić choćby ogród najbliższy. Rzeczywiście, nie była to dobra pora do przechadzki, bo ludność hiszpańska najczęściej właśnie wieczorami i nocą szuka po ogrodach wytchnienia, śród wieczornego chłodu, ale pomimo, żem się ryzykował na niebezpieczeństwo spotkania kogokolwiek, takem to sobie pięknie wyrozumował, że przyszedłem do przekonania, iż to niemożebne, bym się tam na kogo natknął, a w ostateczności łatwo przecież się śród krzewów gdziekolwiek ukryć.
Kiedy już miarkowałem, że moi gospodarze muszą spać w najlepsze, wyszedłem do sieni i po cichutku zszedłem na dół. Drzwi od dworu znalazłem wprawdzie zamknięte, ale klucz tkwił w nich — zakręciłem i drzwi się odemknęły. Wyszedłem i znalazłem się na małem podwórku, oddzielonem od również małego ogródka, plecionym płocikiem, w którym drzwiczki do niego były lekko uchylone. Wkroczyłem śmiało, a obszedłszy dokoła ogródek i rozejrzawszy się, czy mnie kto nie śledzi, znalazłszy zejście z niego po schodkach kamiennych do wie-