Strona:PL Zieliński Gustaw - Manuela. Opowiadanie starego weterana z kampanii napoleońskiej w Hiszpanii.pdf/59

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


częło mi się robić słabo i ciemno przed oczyma, Mój oddział był już daleko. Pozostaliśmy tylko we trzech, i nieprzyjaciel już nas doganiał. W przeświadczeniu, że jestem śmiertelnie ranny i że mi życia zaledwie kilka chwil pozostaje, nie mogąc iść już dalej, uprosiłem moich poczciwych wiarusów, z których jeden był również już ranny, aby mnie pozostawili, a sami, póki jeszcze czas, śpieszyli za oddalającym się oddziałem, tem więcej, że mi ich pomoc żadnej już nie mogła przynieść korzyści. Jakoż posadzili mnie pod drzewem oliwkowem, stojącem blizko drogi, gdzie w parę sekund zaćmiło mi się zupełnie w oczach i straciłem przytomność.

III.

Kiedy się zbudziłem, wokoło mnie panowała najgłębsza cisza i ciemność. W pierwszej chwili nie umiałem sobie zdać sprawy, ani gdzie jestem, ani co się ze mną dzieje. Myśl o śmierci, która błysnęła w mej głowie, przejęła mnie dreszczem; konwulsyjnie zacząłem macać wkoło siebie, czy nie natrafię na wieko trumny lub na ściany zimnego grobu. Uspokoiłem się wkrótce, przekonawszy się, że leżę na wygodnem łóżku, a plastry i bandaże, którymi były pokryte moje piersi, zwróciły myśl moją do rzeczywistości i przypomnienia tego, co zaszło.
Wprawdzie niektóre obrazy nasuwały się mej pamięci, ale były tak mgliste, że nie mogłem w sobie wyrobić przekonaia, czy one były we śnie, czy na jawie. Widziałem bowiem jakąś izbę, brudną, czarną, ubogą, w której leżałem, zdaje mi się, na stole, a wkoło mnie kobiety i kilku mężczyzn z jakiemś dzikiem, odpychającem obliczem. Jedna z tych kobiet przyświecała świe-